Pozostajemy w temacie bukietów ;))
Tym razem zagadka - czy rozpoznajecie co zagościło w moim wazonie???
Zdradzę Wam tylko, że zapach przepiękny, uperfumowany cały dom :))
Pozostajemy w temacie bukietów ;))
Tym razem zagadka - czy rozpoznajecie co zagościło w moim wazonie???
Zdradzę Wam tylko, że zapach przepiękny, uperfumowany cały dom :))
Gwiazdą na moim blogu będzie dziś kicia, która ma wielkie parcie na szkło i bardzo chętnie pozuje do zdjęć :))
Zawsze się śmiejemy, że to taki koto-pies, bo chodzi za nami jak na smyczy, gdzie my, tam i ona.
My na taras, ona na taras, my do ogródka, ona do ogródka, my do szklarni, ona do szklarni...
Gdy stoję w ogrodzie i podlewam rabatki, to ona wchodzi na drzewo, kładzie się na gałęzi na wysokości mojej twarzy i towarzyszy przy pracy ;))
Przed kilku laty przywędrowała do nas i nie chciała odejść, ktoś ją musiał wyrzucić, może wywieźć, że nie znalazła drogi do domu, więc ją przygarnęliśmy. Zyskaliśmy kochającą istotę, bardzo czułą, przymilną i opiekuńczą. Gdy moja córcia płacze Luna przychodzi do mnie i mnie do niej woła, idzie i ogląda się czy idę za nią, gdy tego nie robię, to wraca i mnie prowadzi, aż do skutku, aż za nią pójdę.
Uwielbia psikusy, w ogrodzie chowa się za krzaczki, a później wyskakuje, łapiąc nas za nogi.
Stwierdziła, że sesja zdjęciowa jej się znudziła i czas znikać ;))
Tegoroczna zima zaskoczyła wiele roślin, w poprzednich sezonach odzwyczaiły się do mrozów, zimy były bardzo łagodne i ciepłe. W tym roku zdarzały się mrozy nawet do -25*C i dla rozleniwionych, rozhartowanych roślin było to duże zaskoczenie. Niezbyt dobrze przetrwały rododendrony, bardzo duży procent pąków został zniszczony, kwitnienie było dosyć słabe, w porównaniu do poprzednich lat. Jednak nie było aż tak źle, jak się spodziewałam, kwiatów było mniej, ale ogólny widok był całkiem przyjemny.
Oto trochę tegorocznych portretów moich ulubionych krzewów
No to ja dziś sobie pojęczę... oj pojęczę...
Jestem typem człowieka , który nie jęczy i nie lubi jak inni to robią, wolę się zachwycać każdym drobiazgiem i każdą pierdółką, celebrować małe chwile i każdą nawet nienajfajniejszą sytuację tak wytłumaczyć, żeby znaleźć w niej dobre strony... ale tym razem ptaszydła (które zwykle uwielbiam i jestem przeszczęśliwa, że mieszkają tłumnie w moich krzaczorach) pokonały mnie...
Pewnie już domyślacie się o co chodzi, otóż...czereśnie - szpaki - gawrony... cudne trio :/
Mam ogromną, ale naprawdę ogromną czereśnię, przy samym tarasie, moje ukochane drzewo, największa ozdoba mojego ogrodu, górująca nad dużą jego częścią. Jest tak duża, że nawet nie da się jej sfotografować w całości, na zdjęciu jej fragment.
Każdego roku wprost oblepiona owocami, można z niej zebrać kilka dużych wiader... cóż z tego, jeśli od kilku już lat nie udaje nam się zebrać nawet 1 litra :((( Drzewo jest tak wielkie, że nie ma szans zerwać owoców z wyższych partii, więc od zawsze, bez żalu, dzieliliśmy się nimi z ptakami. Górne piętra były dla ptaków, dolne dla nas. I tak żyliśmy sobie w symbiozie, nie szkodząc jedne drugim. Jednak od jakiegoś czasu, to ptaki zdecydowały się nie dzielić z nami ;)) Do chmar szpaków, dołączyły całe chmary gawronów.
Owoce jeszcze nie w pełni dojrzałe, nie nadają się do zrywania, a te skrzydlate paskudy już ją objadają, jednocześnie zbijając czereśnie na ziemię. Gdyby je zjadały, to nie byłoby żal, przebolelibyśmy, że mamy ogromny karmnik dla ptaków, też dobrze ;))) Ale one je marnują. Zjedzą część, a ogromną ilość, dosłownie dziesiątki kilogramów zbijają, i takie uszkodzone gniją na trawniku i na rabatach, aż serce boli, że tyle dobra się marnuje :(
Na trawniku ściele się dywan uszkodzonych owoców. Zanim dojrzeją na tyle, żeby można było je zerwać, to nic nie zostaje.
Próbowaliśmy już różnych metod odstraszania, i walenie plastikowymi butelkami, zawieszanie błyszczących pasków i płyt cd, sztucznego kruka, włączałam nawet dźwięki imitujące głosy ptaków drapieżnych... nic nie działa. Odlatują na chwilę i zaraz wracają całymi chmarami :(
Zaczynają już od 2-3 w nocy, najpierw gawrony, a później ich miejsce o świcie zajmują szpaki :/
Żadne osłanianie siatkami, czy firanami nie wchodzi w rachubę, ze względu na gabaryty drzewa.
Cóż, w tym roku znów trzeba będzie kupić, żeby posmakować choć trochę tych owoców.
Nie ma na to rady, ale chociaż co sobie pojęczałam, to moje ;)))
Wracam wraz z wiosną, mam nadzieję, że już wreszcie ciepłą i słoneczną, bo jak do tej pory, to nas niezbyt rozpieszczała, wyjątkowo zimna i wietrzna. Prognozy obiecywały ocieplenie i pogodną majówkę i na szczęście się sprawdziły.
W ogrodzie sporo się działo... zmiana ogrodzenia i w związku z tym byliśmy zmuszeni usunąć moją piękną zieloną ścianę z iglaków, która tworzyła wspaniałe tło dla kolorowych krzewów i kwiatów. Osłaniała nas też od ulicy, pochłaniała kurz i spaliny, oraz zapewniała intymność. Uwielbiałam każdego ranka wyjść do ogrodu, zaraz po przebudzeniu, jeszcze w szlafroku, z kubkiem gorącej herbaty, wędrować boso zielonymi alejkami i chłonąć dobrą energię z natury, cieszyć się spokojnym początkiem dnia, zanim pochłonęły mnie codzienne obowiązki. Na ten klimat będę musiała poczekać kilka lat, ale mam nadzieję, że nowe nasadzenia w miarę szybko urosną i znów powstanie zielony parawan, osłaniający mój pokój pod chmurką.
Noce są bardzo zimne, przymrozki pojawiły się w czasie kwitnienia drzew owocowych. Czereśnia ma sporo zbrązowiałych kwiatów, mam nadzieję, że jednak trochę owoców będzie, kwiaty wiśni jak na razie wyglądają na nietknięte.
Zaczynają kwitnąć jabłonie, oby były bezpieczne.
Świdośliwa obsypana kwiatami
Porzeczki również zawiązały mnóstwo owoców
W szklarni rośnie sałata, którą jemy już dosyć długo, pierwsze listki skubaliśmy w święta.
Zaczynają się zbiory rzodkiewki, która jakoś ostatnio słabo mi wychodzi, korzenie niezbyt duże, a liście szaleją... mam nadzieję, że w tym roku będzie wreszcie dorodna.
W ogrodzie, w skrzyni, pyszni się roszponka, zbieramy ją już chyba ponad miesiąc, sama się wysiała w zeszłym roku i tylko zeszły śniegi, już można było ją podskubywać :))) Teraz już zaczyna kwitnąć.
Ładnie zaczyna rosnąć rukola, jeszcze niewielka, ale już pierwsze listki zbieramy.
Podagrycznik jak zawsze nie zawodzi (niestety ;) ) To z jednej strony prawdziwe utrapienie, wręcz nie do zwalczenia, ale z drugiej strony prawdziwa prozdrowotna bomba, pełna witamin i minerałów. Jest, więc korzystamy z tego dobrodziejstwa i jego młode listki lądują na stole, w sałatkach i różnych potrawach na gorąco. Pyszny jest połączony ze szpinakiem, z serem feta, mascarpone, podsmażonym boczkiem wędzonym... powstaje świetny gęsty sos, który apetycznie otula makaron...pycha :D
i w towarzystwie rabarbaru, który też za chwilę będzie się nadawał do zbioru
Problemem poza przymrozkami jest nieprawdopodobna susza, ziemia dosłownie jak klepisko, twarda, zbita i sucha. Zwlekałam z podlewaniem, mając nadzieję, że wreszcie spadnie deszcz, niestety spadł tylko śnieg... w niedzielę w mojej okolicy była śnieżyca i wichura, sporo gałęzi leciało z drzew.
Tegoroczne silne mrozy, które pojawiły się zimą, po ostatnim dosyć długim okresie zim bez tak niskich temperatur spowodowały, że rozhartowane rośliny dosyć mocno oberwały. Bardzo przemarzły różaneczniki i azalie japońskie, mam nadzieję, że krzaczki się zregenerują, ale kwitnienie nie będzie zbyt spektakularne, wiele pąków zniszczonych. Trudno, część na pewno zakwitnie, niektóre już lada dzień.
Kochani, bardzo brakowało mi regularnego pisania postów, Waszych odwiedzin, ciekawych rozmów na przeróżne tematy. Mam mocne postanowienie poprawy i obiecuję być już na bieżąco ;)))