sobota, 19 listopada 2022

Domowy pupil - Luna

 

Luna już wcześniej pojawiła się na stronkach mojego bloga. Przedstawiłam ją, gdy przybłąkała się do nas i już została z nami na stałe.  Stała się naszą domową maskotką, prawdziwym kocim przyjacielem i przytulanką. Jest niezwykle czuła, grzeczna, mądra i przymilna. Szczególnie ukochała mojego męża, nie odstępuje go na krok, chodzi za nim jak na smyczy, gdzie on tam i ona :))) Nawet pod łazienką siedzi i czeka, aż skończy brać prysznic, śpi z nim,  towarzyszy w pracach w ogrodzie, chodzi do piwnicy i do garażu. Prawdziwy nieodłączny cień :))

 


 

Uwielbia ukrywać się w kwiatowym gąszczu i obserwować otoczenie, często wyskakuje znienacka i atakuje, prowokując zabawę :))


 






Alpinistka - jeszcze trochę i wszystkie moskitiery w domu będą do wymiany ;)





Gdy tylko do nas przyszła, dostała osobistą willę z tarasem na dachu, żeby miała gdzie wypocząć w czasie wędrówek po ogrodzie, niestety, nie przypadła jej do gustu i stoi pusta ;) 




Nie ma pracy na laptopie, gdy kicia chce mieć w doopkę ciepło ;))

 


 

W oczekiwaniu na pana ;))



Zawsze dotrzymuje nam towarzystwa w ogrodzie i na tarasie









Nieodłączna przylepa, gdy tylko eM położy się choć na chwilę, zaraz przy nim jest i wtula się :))



Przy komputerze też najważniejszy asystent... zawsze ;))



Cudnie mieć taką towarzyszkę i przyjaciela <3 




wtorek, 15 listopada 2022

Listopad

 

Listopad - chyba najmniej lubiany miesiąc.

 Późna jesień, gdzie drzewa i krzewy tracą już swoją piękną, niezwykle dekoracyjną formę. Liście opadły, kwiaty w większości przekwitły, po wspaniałej ferii kolorów przychodzi szarość. Ale każda pora roku ma w sobie coś, czym może zauroczyć, mimo, że trudno to dostrzec na pierwszy rzut oka, listopad również :)) Od wiosny, do późnej jesieni ciągnie nas przyroda, ogrody, lasy, łąki... każdą wolną chwilę spędzamy na powietrzu. Późną jesienią przychodzi czas na cieszenie się ciepłem naszych czterech kątów. Doceniamy ciepłe koce, kominki, świece, nastrojowy blask lampek, długie wieczory przy książce, ciekawym filmie, czy pogaduchach w miłym towarzystwie. To ma niesamowity urok, ciepło i przytulny, przyjazny nastrój.

To późną jesienią do łask wracają gorące, rozgrzewające herbaty, pachnące pomarańczą, cynamonem i sokiem malinowym. Właśnie z jesienią kojarzą mi się korzenne zapachy - goździki, cynamon.

 


 

 


 

Punktem obowiązkowym każdego dnia, jest kubek herbaty z imbirem, kurkumą i miodem. Wspaniale rozgrzewa i uodparnia, powoduje że nie straszne są przeziębienia, mimo chłodnych, deszczowych dni :)





 W piekarniku lądują dyniowe i marchewkowe ciasta, jabłeczniki pod przeróżnymi postaciami, obowiązkowo pachnące cynamonem i wanilią. 

 


 

 


 

Sycące zupy, które od wiosny poszły w odstawkę - grochówka, fasolówka, zalewajka, krupnik z suszonymi grzybkami, a dyniowa z grzankami jest obowiązkowa przynajmniej raz w tygodniu :)) 






Sezon na dynię wykorzystuję najpełniej jak tylko się da. Zupy, pasty do pieczywa, sosy do makaronu pod różną postacią, placki, ciasta, itd...






 

 Uwielbiam w chłodny deszczowy dzień usiąść na tarasie, z parującym kubasem herbaty lub gorącej zupy, owinąć się kocem i słuchać jak deszcz bębni w dach. W ogóle uwielbiam deszcz (oczywiście nie wtedy, kiedy mam mnóstwo spraw do załatwienia ;)))

Jesień, tak jak każda inna pora roku jest piękna, spróbujmy dostrzec jej urok i się nim cieszyć  :))

Do napisania niebawem <3 <3 <3



niedziela, 6 listopada 2022

Niedzielne śniadania - zapiekanki z pieczarkami

 

 Ależ dawno nie dzieliłam się pomysłem na śniadanie, koniecznie trzeba to zmienić. 

W związku z tym zapraszam na klasyczne zapiekanki z pieczarkami, takie, które pamiętamy z dziecięcych lat. Gdy wyjeżdżaliśmy na wakacje, w każdej miejscowości wypoczynkowej były budki z takimi właśnie smakowitościami, a przed nimi wijące się, długie kolejki chętnych :)) Chrupiące bułeczki, obłędnie pachnące pieczarkami i cebulką, z ciągnącym się serem i kapiącym po palcach keczupem... pyyycha :))) Myślę, że wszyscy je pamiętają. 

 


 






Zapiekanki zrobiłam na razowych półbagietkach z ziarnami, przecięłam je na pół, posmarowałam cienko masłem, każdą obłożyłam żółtym serem, następnie podsmażonymi z cebulką pieczarkami i ponownie przykryłam kołderką z żółtego sera. Zapiekałam 15 minut w 180*C. Podałam z keczupem z cukinii i pomidorów.







Smakują obłędnie :)) Świetne na śniadanie, przekąskę, a nawet na spotkanie z przyjaciółmi. Wtedy robię je troszkę inaczej - kroję bagietkę w ukośne kromki, układam na nich farsz i zapiekam, wychodzą wtedy chrupiące grzaneczki, takie na 2 kęsy, które cieszą się naprawdę dużym wzięciem na wszelkich imprezkach :))





Smacznego :)))


Kochani, zdradzicie co u Was było dziś na śniadanie ? 

 

 



wtorek, 25 października 2022

Grzyby - biżuteria lasu

 

W czasie leśnych spacerów zawsze zachwycają mnie grzyby. Są tak niesamowicie różnorodne,  o przeróżnych kolorach, fakturach, kształtach. Rosną pojedynczo, w kępach i całych skupiskach. Uwielbiam je fotografować. Są prawdziwą biżuterią lasu, strojną i przyciągającą wzrok. Oto kilka zdjęć, z niedzielnego spaceru :))






























Piękne są, prawda ?  :)))) 



wtorek, 18 października 2022

Tartaletki z kremem budyniowym i malinami

 

Witajcie kochani w ten piękny październikowy dzień.

 Jest słonecznie i zaskakująco ciepło.  Żeby dopełnić przyjemności dzisiejszego dnia, zapraszam na czekoladowe tartaletki z kremem budyniowym, malinową frużeliną i malinami prosto z krzaczka. Zaskakujące jest, że maliny wciąż tak pięknie owocują, jest ich mnóstwo, każdego dnia zrywamy pełne miseczki, a i zielonych jeszcze ogrom. Po zimnym i szarym wrześniu, październik naprawdę nas rozpieszcza piękną pogodą :))






Ciasto

* 1 jajo

* 260g mąki pszennej

* 40g mąki migdałowej

* 80g cukru pudru

* 130g zimnego masła

* szczypta soli


Przepis jest na ciasto migdałowe, na czekoladowe - należy odjąć 2 łyżki mąki pszennej a na jej miejsce dosypać 2 łyżki kakao

Mąki, cukier, sól i masło miksujemy do momentu uzyskania ,,piasku,, następnie dodajemy jajo i jeszcze chwilę miksujemy. Ciasto dzielimy na 2 części i wałkujemy  na cienkie placki, ok 3 mm, pomiędzy 2 papierami do pieczenia. Wkładamy z papierem do lodówki na około 30 minut. Po schłodzeniu zdejmujemy górny papier i z jednego placka wycinamy formą od tartaletek spody, a z drugiego placka wycinamy długie paski, którymi wyklejamy boki foremek. Nadmiar ciasta z góry odcinamy ostrym nożem. Gotowe tartaletki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, spody gęsto nakłuwamy widelcem i zamrażamy. Wyjmujemy z zamrażarki i od razu wkładamy do nagrzanego do 180*C piekarnika. Pieczemy około 15-20 minut. Studzimy. 







Frużelina

* 500g malin świeżych lub mrożonych

* 3 czubate łyżki cukru

* 1 łyżeczka żelatyny (rozpuścić w odrobinie gorącej wodzie)

* 1 łyżka mąki ziemniaczanej ( rozpuścić w odrobinie zimnej wody) 

Zagotować maliny z cukrem, jak najmniej mieszać. Dodać rozmieszaną w odrobinie zimnej wody mąkę ziemniaczaną, chwilę zagotować, wyłączyć palnik i dodać rozpuszczoną we wrzątku żelatynę. Wymieszać, ostudzić. 







Krem budyniowy

* 0,5 l mleka

* 0,5 szklanki cukru

* 2 łyżki cukru waniliowego

* 3 żółtka

* 3/4 szklanki mąki pszennej

- pół kostki masła pokojowej temperaturze  (100g)

 

Odlewamy pół szklanki mleka, miksujemy je cukrami, żółtkami i mąką. Pozostałe mleko zagotowujemy, do gotującego się wlewamy jajeczną masę i ciągle mieszając gotujemy budyń,  kilka minut, do momentu, aż ładnie zgęstnieje. Studzimy, wkładamy do lodówki, musi być całkowicie zimny.

Można również ugotować zwykły budyń z proszku.

Miksujemy mało na puch i po łyżce dodajemy zimny budyń, miksujemy do uzyskania puszystego kremu.

 

 






Na ostudzone tartaletki wykładamy malinową frużelinę, na wierzch szprycujemy krem budyniowy i dekorujemy malinami. Kochani... to jest pyszne :)))