wtorek, 2 czerwca 2026

Pojęczę sobie trochę...

 

No to ja dziś sobie pojęczę... oj pojęczę...

Jestem typem człowieka , który nie jęczy i nie lubi jak inni to robią, wolę się zachwycać każdym drobiazgiem i każdą pierdółką, celebrować małe chwile i każdą nawet nienajfajniejszą sytuację tak wytłumaczyć, żeby znaleźć w niej dobre strony... ale tym razem ptaszydła (które zwykle uwielbiam i jestem przeszczęśliwa, że mieszkają tłumnie w moich krzaczorach) pokonały mnie...

 Pewnie już domyślacie się o co chodzi, otóż...czereśnie - szpaki - gawrony... cudne trio :/ 

 Mam ogromną, ale naprawdę ogromną czereśnię, przy samym tarasie, moje ukochane drzewo, największa ozdoba mojego ogrodu, górująca nad dużą jego częścią. Jest tak duża, że nawet nie da się jej sfotografować w całości, na zdjęciu jej fragment.

 


 

  Każdego roku wprost oblepiona owocami, można z niej zebrać kilka dużych wiader... cóż z tego, jeśli od kilku już lat nie udaje nam się zebrać nawet 1 litra :((( 

Owoce jeszcze nie w pełni dojrzałe, nie nadają się do zrywania, a te skrzydlate paskudy już ją objadają, jednocześnie zbijając czereśnie na ziemię. 

 


 

Na trawniku ściele się dywan uszkodzonych owoców. Zanim dojrzeją na tyle, żeby można było je zerwać, to nic nie zostaje.

 


 

 


 

 

 

 


 


Próbowaliśmy już różnych metod odstraszania, i walenie plastikowymi butelkami, zawieszanie błyszczących pasków i płyt cd, sztucznego kruka, włączałam nawet dźwięki imitujące głosy ptaków drapieżnych... nic nie działa. Odlatują na chwilę i zaraz wracają całymi chmarami :(

Zaczynają już od 3-4 w nocy, najpierw gawrony, a później ich miejsce o świcie zajmują szpaki :/

 

Cóż, w tym roku znów trzeba będzie kupić, żeby posmakować choć trochę tych owoców. 

Nie ma na to rady, ale chociaż co sobie pojęczałam, to moje ;)))

 

 

niedziela, 31 maja 2026

Niedzielne śniadania - Focaccia z oliwkami i pomidorkami koktajlowymi

 

Zapraszam Was dziś na śniadanie, gdzie pierwsze skrzypce gra focaccia.

Jest to tradycyjne włoskie pieczywo,  z pysznym mięciutkim wnętrzem i chrupiącą skórką, pełne pęcherzyków powietrza, dzięki czemu jest puszyste, lekkie, z mnóstwem dziur :))

 


 


 

 

 * 420 ml ciepłej wody

* 1 łyżeczka suchych drożdży

* 2 łyżeczki soli 

* 1 łyżeczka miodu

* 2 łyżki oliwy

 * 500g mąki typ 00

Na wierzch do przybrania to co lubimy, mogą to być oliwki, pomidorki koktajlowe, piórka czerwonej cebuli, gałązki rozmarynu, szparagi...

 

Mieszamy wodę z drożdżami, solą, miodem i oliwą, następnie wsypujemy mąkę i chwilę mieszamy łyżką aż wszystko ładnie się połączy.

Odstawiamy na 10 minut pod przykryciem.

Po tym czasie musimy ciasto poskładać, polega to na tym, że zwilżoną wodą dłonią, nabieramy ciasto z boków, rozciągamy je do góry  i przekładamy do przeciwległego boku i tak dookoła. 

Odstawiamy pod przykryciem na kolejne 10 minut i składamy ponownie. 

 


 

Po drugim składaniu, smarujemy ciasto oliwą i  przykrywamy pojemnik (może być folią spożywczą) 

odstawiamy do lodówki na 24 godziny (może być i dłużej, to nie zaszkodzi)

Po tym czasie wyjmujemy ciasto, przekładamy je na  wyłożoną papierem i posmarowaną obficie oliwą formę do pieczenie (25x30cm) rozciągamy w blaszce, żeby ładnie ją pokryło i pozostawiamy na 2 godziny, aby ogrzało się i podrosło.

 Gdy ciasto ogrzeje się, smarujemy je z wierzchu oliwą, tak szczodrze, bez skąpstwa ;)) i palcami, raz przy razie, na całej powierzchni, robimy dołki. Dzięki temu zauważalnie będą się pojawiały pęcherzyki powietrza. 

Następnie układamy oliwki, pomidorki, zioła itp...

 


 


 

Wstawiamy focaccię do piekarnika nagrzanego do 220*C i pieczemy ją przez 20 minut.

 


 


 


 

Plan na śniadanie był taki, że focaccię podam ze straciatellą, pieczonymi w oliwie pomidorkami z czosnkiem, który po upieczeniu zamienia się w pyszne, delikatne smarowidło... niestety, nic z tego nie wyszło, bo focaccia była taka pyszna, że zjedliśmy ją samą, jeszcze ciepłą, maczając tylko w oliwie ;))

Ze straciatellą będzie za tydzień ;)))

 



 


Smacznego ;) 

 

 

wtorek, 19 maja 2026

Szarlotka z rabarbarem

Sezon rabarbarowy w pełni.

Rabarbar w kuchni głównie wykorzystujemy do słodkich potraw - ciast, dżemów, kompotów, deserów, traktujemy jak owoc, jednak biologicznie jest warzywem. Ma charakterystyczny kwaskowaty smak. Pamiętam z dzieciństwa, jak zrywaliśmy łodygi, zanurzaliśmy je w cukrze i chrupaliśmy ze smakiem :))

 

Dziś podzielę się z Wami przepisem na szarlotkę z tym pysznym, orzeźwiającym warzywem.  

 Połączenie kwaskowatości rabarbaru z kremowym, delikatnym budyniem i kruchym ciastem, tworzy pyszną, bogatą w smaki szarlotkę. 

 


 

 

Ciasto 

* 4 szklanki mąki pszennej

* 2 kostki masła 

* 2 jajka

* 0,5 szklanki drobnego cukru

*  1 łyżeczka proszku do pieczenia 

Połączyć wszystkie składniki i zagnieść ciasto (ja to robię robotem kuchennym)

Podzielić na 2 nierówne części - 1/3 i 2/3 

Mniejszą zamrozić, a większą schłodzić przez około 1godzinę. Następnie wylepić wyłożoną papierem blachę o wielkości (około 25 x 36 cm) nakłuć widelcem, żeby ciasto nie uniosło się i piec przez około 20 min, do lekkiego zrumienienia.

 

 

 * 800-1000g rabarbaru 

* 2 jabłka 

* 0,5 szklanki cukru

* kisiel cytrynowy 

Rabarbar i jabłka pokroić w kostkę, dodać cukier i kisiel, wymieszać

(można pominąć jabłka, jednak moim zdaniem świetnie dodają smaku, można też dodać trochę więcej cukru, jeśli wolimy słodszy smak) 

 


 

 * 2 budynie waniliowe lub śmietankowe (bez cukru)

* 1 l mleka

*  4-5 łyżek cukru

Ugotować budyń

 

Na podpieczony  spód wyłożyć owoce, na nie wylać budyń (może być gorący) na wierzch zetrzeć zamrożone ciasto. Piec przez 1 godzinę (do ładnego zrumienienia) w 180*C

  


 


 


 Smacznego :)))

 

 

czwartek, 14 maja 2026

Domowa biblioteka

 

Wspominałam wielokrotnie, że mam problem z miejscem do przechowywania książek, że upycham je wszędzie gdzie się da, nawet w skrzyniach od kanap, pomiędzy meblami, na parapetach. Regały na książki mam praktycznie w każdym pokoju, ale nie były na tyle pojemne, żeby je pomieścić. Książka to coś, czemu nie jestem w stanie się oprzeć i ciągle kolejne wpadały do koszyka. Teraz już postawiłam sobie szlaban na kupowanie i przerzuciłam się na wypożyczanie w bibliotece, ale te, które są trzeba było jakoś dobrze zagospodarować.

 Po remoncie powstała w moim pokoju, wymarzona biblioteczka na całą ścianę. 

 

 

 

  

Wreszcie mam większość pozycji w jednym miejscu, wszystko uporządkowane i przyznam szczerze, że kocham ten widok.

Znalazły tu miejsce wszelakie poradniki, książki kucharskie, psychologiczne, rozwojowe, o ziołach, kamieniach itp. Literatura piękna, beletrystyka, pozycje obyczajowe, albumy o sztuce, kwiatach, książki moich rodziców, mające wiele, wiele lat itp

W męża pokoju na półkach pozostała sensacja, kryminały, horrory, książki wojenne, a w pokoju córki książki dla dzieci. Wreszcie jest wszystko uporządkowane tak, jak zawsze mi się marzyło :)) 

 


 


Nie liczą się dla mnie żadne czytniki, książka musi być papierowa, taka jestem staroświecka ;))))

 Przy biblioteczce powstał wygodny kącik czytelniczo-kawowy.

   Można się za głębić w fotelu, zakopać w koc, pić pyszną kawę i zapomnieć o całym świecie, oddając się lekturze :)) 

 


 


Wybaczcie proszę jakość zdjęć, są fatalne, nieostre i mdłe :(( Nie jestem w stanie zrobić lepszych, pokój od północy i bardzo marne światło, a zdjęcia tego nie lubią.

 


 
Jak widać na zdjęciach, jeszcze kilka pustych półek czeka na książki, więc mogę już przestać się tak bardzo pilnować ;)))  

 

  

 

niedziela, 10 maja 2026

Niedzielne śniadania - Szparagi z pomidorkami i jajkiem sadzonym

 

Sezon na szparagi w pełni, więc nie można go przegapić. Chyba większość z nas je lubi, więc korzystajmy, póki są takie świeże i pyszne :))

 

 

 

Na dzisiejsze śniadanie upiekłam je z pomidorkami koktajlowymi.

Podałam z jajkiem sadzonym , posypane usmażonym na chrupko boczkiem wędzonym. 

 


 


Szparagi umyć, odciąć twarde końcówki, na dole obrać, żeby pozbyć się ewentualnych włókien. 

Rozłożyć w naczyniu żaroodpornym, lub na blasze, posypać bułką tartą, obficie startym parmezanem, pestkami słonecznika, polać oliwą wymieszaną ze startym czosnkiem, posolić, sypnąć trochę płatków chili. Następnie wyłożyć na nie pokrojone na połówki pomidorki koktajlowe, po wierzchu jeszcze posypać parmezanem. 

Piec w 190*C przez około 20 minut. Trzeba pilnować, żeby nie spiekły się zbyt mocno, ale i nie były za surowe. Zależy to od ich grubości. Wystarczy nakłuć widelcem, mają być chrupkie, ale widelec ma lekko wchodzić. Na koniec pieczenia blachę przekładam dosłownie na 2 minuty na najwyższy poziom piekarnika i włączam funkcję grilla, żeby zrobiła się chrupiąca kołderka. 

 


 

 

Usmażyć jajka sadzone. 

Boczek wędzony pokroić w paseczki i usmażyć na chrupko, posypać nim potrawę.

 


 


Podawać z grzankami.

 


 

 Smacznego :))

 

 

piątek, 8 maja 2026

Spacer po Łazienkach Królewskich w Warszawie

 

Kochani, zabiorę Was dziś na spacer w piękne miejsce. 

Łazienki Królewskie w Warszawie, to miejsce, które zna chyba każdy. Spacer po tych wspaniałych ogrodach jest niesamowitym przeżyciem, są ogromne, zadbane i świetnie utrzymane. Przyciągają wielu zwiedzających. Słoneczna pogoda dopełniła pełni szczęścia i pozwoliła spacerować przez cały dzień:)))

 


 

 Najpierw wybraliśmy się na śniadanie do jednej z ulubionych knajpek, aby nabrać sił na wędrówkę królewskimi alejami ;))

 


 


 A później przepadliśmy na wiele godzin :))