piątek, 5 czerwca 2026

Rododendrony w moim ogrodzie

 

Tegoroczna zima zaskoczyła wiele roślin, w poprzednich sezonach odzwyczaiły się do mrozów, zimy były bardzo łagodne i ciepłe. W tym roku zdarzały się mrozy nawet do -25*C i dla rozleniwionych, rozhartowanych roślin było to duże zaskoczenie. Niezbyt dobrze przetrwały rododendrony, bardzo duży procent pąków został zniszczony, kwitnienie było dosyć słabe, w porównaniu do poprzednich lat. Jednak nie było aż tak źle, jak się spodziewałam, kwiatów było mniej, ale ogólny widok był całkiem przyjemny.

Oto trochę tegorocznych portretów moich ulubionych krzewów 

 


 























 
 

 
 










wtorek, 2 czerwca 2026

Pojęczę sobie trochę...

 

No to ja dziś sobie pojęczę... oj pojęczę...

Jestem typem człowieka , który nie jęczy i nie lubi jak inni to robią, wolę się zachwycać każdym drobiazgiem i każdą pierdółką, celebrować małe chwile i każdą nawet nienajfajniejszą sytuację tak wytłumaczyć, żeby znaleźć w niej dobre strony... ale tym razem ptaszydła (które zwykle uwielbiam i jestem przeszczęśliwa, że mieszkają tłumnie w moich krzaczorach) pokonały mnie...

 Pewnie już domyślacie się o co chodzi, otóż...czereśnie - szpaki - gawrony... cudne trio :/ 

 Mam ogromną, ale naprawdę ogromną czereśnię, przy samym tarasie, moje ukochane drzewo, największa ozdoba mojego ogrodu, górująca nad dużą jego częścią. Jest tak duża, że nawet nie da się jej sfotografować w całości, na zdjęciu jej fragment.

 


 

  Każdego roku wprost oblepiona owocami, można z niej zebrać kilka dużych wiader... cóż z tego, jeśli od kilku już lat nie udaje nam się zebrać nawet 1 litra :((( Drzewo jest tak wielkie, że nie ma szans zerwać owoców z wyższych partii, więc od zawsze, bez żalu, dzieliliśmy się nimi z ptakami. Górne piętra były dla ptaków, dolne dla nas. I tak żyliśmy sobie w symbiozie, nie szkodząc jedne drugim. Jednak od jakiegoś czasu, to ptaki zdecydowały się nie dzielić z nami ;)) Do chmar szpaków, dołączyły całe chmary gawronów.

Owoce jeszcze nie w pełni dojrzałe, nie nadają się do zrywania, a te skrzydlate paskudy już ją objadają, jednocześnie zbijając czereśnie na ziemię. Gdyby je zjadały, to nie byłoby żal, przebolelibyśmy, że mamy ogromny karmnik dla ptaków, też dobrze ;))) Ale one je marnują. Zjedzą część, a ogromną ilość, dosłownie dziesiątki kilogramów zbijają, i takie uszkodzone gniją na trawniku i na rabatach, aż serce boli, że tyle dobra się marnuje :(

 


 

Na trawniku ściele się dywan uszkodzonych owoców. Zanim dojrzeją na tyle, żeby można było je zerwać, to nic nie zostaje.

 


 

 


 

 

 

 


 


Próbowaliśmy już różnych metod odstraszania, i walenie plastikowymi butelkami, zawieszanie błyszczących pasków i płyt cd, sztucznego kruka, włączałam nawet dźwięki imitujące głosy ptaków drapieżnych... nic nie działa. Odlatują na chwilę i zaraz wracają całymi chmarami :( 

Zaczynają już od 2-3 w nocy, najpierw gawrony, a później ich miejsce o świcie zajmują szpaki :/

Żadne osłanianie siatkami, czy firanami nie wchodzi w rachubę, ze względu na gabaryty drzewa.  


 Cóż, w tym roku znów trzeba będzie kupić, żeby posmakować choć trochę tych owoców. 

Nie ma na to rady, ale chociaż co sobie pojęczałam, to moje ;)))

 

 

niedziela, 31 maja 2026

Niedzielne śniadania - Focaccia z oliwkami i pomidorkami koktajlowymi

 

Zapraszam Was dziś na śniadanie, gdzie pierwsze skrzypce gra focaccia.

Jest to tradycyjne włoskie pieczywo,  z pysznym mięciutkim wnętrzem i chrupiącą skórką, pełne pęcherzyków powietrza, dzięki czemu jest puszyste, lekkie, z mnóstwem dziur :))

 


 


 

 

 * 420 ml ciepłej wody

* 1 łyżeczka suchych drożdży

* 2 łyżeczki soli 

* 1 łyżeczka miodu

* 2 łyżki oliwy

 * 500g mąki typ 00

Na wierzch do przybrania to co lubimy, mogą to być oliwki, pomidorki koktajlowe, piórka czerwonej cebuli, gałązki rozmarynu, szparagi...

 

Mieszamy wodę z drożdżami, solą, miodem i oliwą, następnie wsypujemy mąkę i chwilę mieszamy łyżką aż wszystko ładnie się połączy.

Odstawiamy na 10 minut pod przykryciem.

Po tym czasie musimy ciasto poskładać, polega to na tym, że zwilżoną wodą dłonią, nabieramy ciasto z boków, rozciągamy je do góry  i przekładamy do przeciwległego boku i tak dookoła. 

Odstawiamy pod przykryciem na kolejne 10 minut i składamy ponownie. 

 


 

Po drugim składaniu, smarujemy ciasto oliwą i  przykrywamy pojemnik (może być folią spożywczą) 

odstawiamy do lodówki na 24 godziny (może być i dłużej, to nie zaszkodzi)

Po tym czasie wyjmujemy ciasto, przekładamy je na  wyłożoną papierem i posmarowaną obficie oliwą formę do pieczenie (25x30cm) rozciągamy w blaszce, żeby ładnie ją pokryło i pozostawiamy na 2 godziny, aby ogrzało się i podrosło.

 Gdy ciasto ogrzeje się, smarujemy je z wierzchu oliwą, tak szczodrze, bez skąpstwa ;)) i palcami, raz przy razie, na całej powierzchni, robimy dołki. Dzięki temu zauważalnie będą się pojawiały pęcherzyki powietrza. 

Następnie układamy oliwki, pomidorki, zioła itp...

 


 


 

Wstawiamy focaccię do piekarnika nagrzanego do 220*C i pieczemy ją przez 20 minut.

 


 


 


 

Plan na śniadanie był taki, że focaccię podam ze straciatellą, pieczonymi w oliwie pomidorkami z czosnkiem, który po upieczeniu zamienia się w pyszne, delikatne smarowidło... niestety, nic z tego nie wyszło, bo focaccia była taka pyszna, że zjedliśmy ją samą, jeszcze ciepłą, maczając tylko w oliwie ;))

Ze straciatellą będzie za tydzień ;)))

 



 


Smacznego ;) 

 

 

wtorek, 19 maja 2026

Szarlotka z rabarbarem

Sezon rabarbarowy w pełni.

Rabarbar w kuchni głównie wykorzystujemy do słodkich potraw - ciast, dżemów, kompotów, deserów, traktujemy jak owoc, jednak biologicznie jest warzywem. Ma charakterystyczny kwaskowaty smak. Pamiętam z dzieciństwa, jak zrywaliśmy łodygi, zanurzaliśmy je w cukrze i chrupaliśmy ze smakiem :))

 

Dziś podzielę się z Wami przepisem na szarlotkę z tym pysznym, orzeźwiającym warzywem.  

 Połączenie kwaskowatości rabarbaru z kremowym, delikatnym budyniem i kruchym ciastem, tworzy pyszną, bogatą w smaki szarlotkę. 

 


 

 

Ciasto 

* 4 szklanki mąki pszennej

* 2 kostki masła 

* 2 jajka

* 0,5 szklanki drobnego cukru

*  1 łyżeczka proszku do pieczenia 

Połączyć wszystkie składniki i zagnieść ciasto (ja to robię robotem kuchennym)

Podzielić na 2 nierówne części - 1/3 i 2/3 

Mniejszą zamrozić, a większą schłodzić przez około 1godzinę. Następnie wylepić wyłożoną papierem blachę o wielkości (około 25 x 36 cm) nakłuć widelcem, żeby ciasto nie uniosło się i piec przez około 20 min, do lekkiego zrumienienia.

 

 

 * 800-1000g rabarbaru 

* 2 jabłka 

* 0,5 szklanki cukru

* kisiel cytrynowy 

Rabarbar i jabłka pokroić w kostkę, dodać cukier i kisiel, wymieszać

(można pominąć jabłka, jednak moim zdaniem świetnie dodają smaku, można też dodać trochę więcej cukru, jeśli wolimy słodszy smak) 

 


 

 * 2 budynie waniliowe lub śmietankowe (bez cukru)

* 1 l mleka

*  4-5 łyżek cukru

Ugotować budyń

 

Na podpieczony  spód wyłożyć owoce, na nie wylać budyń (może być gorący) na wierzch zetrzeć zamrożone ciasto. Piec przez 1 godzinę (do ładnego zrumienienia) w 180*C

  


 


 


 Smacznego :)))

 

 

czwartek, 14 maja 2026

Domowa biblioteka

 

Wspominałam wielokrotnie, że mam problem z miejscem do przechowywania książek, że upycham je wszędzie gdzie się da, nawet w skrzyniach od kanap, pomiędzy meblami, na parapetach. Regały na książki mam praktycznie w każdym pokoju, ale nie były na tyle pojemne, żeby je pomieścić. Książka to coś, czemu nie jestem w stanie się oprzeć i ciągle kolejne wpadały do koszyka. Teraz już postawiłam sobie szlaban na kupowanie i przerzuciłam się na wypożyczanie w bibliotece, ale te, które są trzeba było jakoś dobrze zagospodarować.

 Po remoncie powstała w moim pokoju, wymarzona biblioteczka na całą ścianę. 

 

 

 

  

Wreszcie mam większość pozycji w jednym miejscu, wszystko uporządkowane i przyznam szczerze, że kocham ten widok.

Znalazły tu miejsce wszelakie poradniki, książki kucharskie, psychologiczne, rozwojowe, o ziołach, kamieniach itp. Literatura piękna, beletrystyka, pozycje obyczajowe, albumy o sztuce, kwiatach, książki moich rodziców, mające wiele, wiele lat itp

W męża pokoju na półkach pozostała sensacja, kryminały, horrory, książki wojenne, a w pokoju córki książki dla dzieci. Wreszcie jest wszystko uporządkowane tak, jak zawsze mi się marzyło :)) 

 


 


Nie liczą się dla mnie żadne czytniki, książka musi być papierowa, taka jestem staroświecka ;))))

 Przy biblioteczce powstał wygodny kącik czytelniczo-kawowy.

   Można się za głębić w fotelu, zakopać w koc, pić pyszną kawę i zapomnieć o całym świecie, oddając się lekturze :)) 

 


 


Wybaczcie proszę jakość zdjęć, są fatalne, nieostre i mdłe :(( Nie jestem w stanie zrobić lepszych, pokój od północy i bardzo marne światło, a zdjęcia tego nie lubią.

 


 
Jak widać na zdjęciach, jeszcze kilka pustych półek czeka na książki, więc mogę już przestać się tak bardzo pilnować ;)))