niedziela, 17 lutego 2019

Niedzielne śniadania - Omlet z burakiem i kozim serem



Dziś z cyklu niedzielnych śniadań zaproponuję omlet pełen witamin, idealny na przedwiośnie :D 
Nadzieniem może być wszystko na co mamy ochotę, czy na słono czy na słodko.
U mnie dziś wersja z parowanym burakiem, duszoną z czosnkiem cukinią, kozim serem, orzechami i rukolą. Wszystko skropione sosem balsamicznym.




Omlet robi się po prostu błyskawicznie - 3 jajka rozbijamy z 2 łyżkami mleka, szczyptą soli i pieprzu. Wylewamy to na nagrzaną, posmarowaną olejem patelnię. Dosłownie chwilę smażymy na większym ogniu, a następnie przykrywamy pokrywką i dosmażamy na niewielkim. Gdy góra się zetnie przerzucamy omlet na drugą stronę i jeszcze chwilę dosmażamy. Najłatwiej to zrobić obracając przykrytą patelnię do góry dnem, omlet zostanie na pokrywce, wtedy go zsuwamy z powrotem na patelnię :D 









Pysznie, zdrowo i bardzo, bardzo szybko :D 
I jak zawsze proszę zdradźcie, co dziś u Was pysznego na stołach ?


Kochani, życzę pięknego, słonecznego tygodnia. 
U mnie dziś prześliczne słońce od samego rana, aż zapachniało wiosną :D 






piątek, 15 lutego 2019

Naturalna mikstura na przeziębienie - syrop z imbiru, miodu i cytryny



Przedwiośnie jest okresem, w którym wzmaga się liczba przeziębień. 
Wokół mnóstwo wirusów, które atakują nas z każdej strony. Zanim sięgniemy po apteczne specyfiki, warto spróbować naturalnych środków, które naprawdę potrafią postawić nas na nogi.

Podzielę się z Wami przepisami na mikstury, które od jesieni są zawsze obecne w naszym domu. 
Najskuteczniejsze są, jeśli zostaną zastosowane przy pierwszych objawach przeziębienia.





Pierwszą z nich jest - miód, imbir i cytryna.
Cytrynę szoruję szczoteczką, sparzam wrzątkiem i  kroję w plasterki. Imbir obieram ze skórki (najłatwiej oskrobać łyżeczką) i również kroję w cienkie plasterki, zalewam wszystko miodem.
Piję kilka razy dziennie z dobrze ciepłą wodą, lub dodaję do herbaty. Trzeba zwrócić uwagę, aby woda nie była zbyt gorąca i nie zabiła zdrowotnych właściwości miodu.
Imbir można również zetrzeć na drobnej tartce , wymieszać z miodem i cytryną i przyjmować bez rozcieńczania, po łyżce 3 x dziennie.  Taką miksturę warto przyjmować profilaktycznie, od jesieni do wiosny, świetnie uodparnia organizm. Wtedy przyjmujemy łyżkę 1 x dziennie.




Imbir posiada właściwości przeciwzapalne, przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne, świetnie radzi sobie z infekcjami górnych dróg oddechowych. Łagodzi ból gardła, kaszel, działa rozgrzewająco i napotnie . 
Dzięki działaniu przeciwzapalnemu dobrze wpływa na bóle mięśni i stawów
Dobrze również wpływa na pracę serca i układ krążenia, ponieważ zawiera sporo potasu i manganu. Chroni przed zakrzepicą, ponieważ zapobiega zlepianiu się płytek krwi. Obniża cholesterol.
Zawiera również magnez, żelazo, cynk, fosfor, krzem, sód, wapń i beta karoten, bogaty jest też w witaminy z grupy B, A, C i E. 
Imbir świetnie sprawdza się w problemach lokomocyjnych, przeciwdziała nudnościom, również w pierwszych miesiącach ciąży.





Właściwości miodu chyba każdy z nas zna i docenia.
 Nazywany jest płynnym złotem, dzięki swojemu dobroczynnemu działaniu.  Ma właściwości antyseptyczne i antywirusowe, dzięki temu świetnie przeciwdziała przeziębieniom, leczy chrypkę, ból gardła i wspomaga oczyszczanie górnych dróg oddechowych. Wzmacnia organizm. 
Poza tym wzmacnia serce, poprawia  krążenie krwi i obniża ciśnienie.
Dobrze wpływa na pracę wątroby, zwiększa wydzielanie żółci, leczy również wrzody żołądka i  ogólnie wspomaga leczenie ran.








O właściwościach imbiru, miodu i cytryny długo można by pisać. To naprawdę niesamowicie wartościowe produkty i warto wprowadzić je do swojej diety.
Dziś tyle, następnym razem napiszę o innych bardzo skutecznych miksturach na przeziębienie, np z czosnkiem, czy z buraka, albo tej z dodatkiem kurkumy  - to naprawdę prozdrowotne bomby ;))

A jak u Was jest z leczeniem przeziębień, czy stosujecie jakieś naturalne sposoby? 
Podzielcie się nimi proszę :D


Pozdrawiam serdecznie i do napisania <3







poniedziałek, 11 lutego 2019

Bransoletki z kamieni naturalnych - Jaspis cesarski i Jadeit łososiowy



Jaspisy i jadeity to piękne kamienie, w ogromnej gamie kolorystycznej, które bardzo często wykorzystuję w swojej biżuterii.
Dziś pokażę nieprezentowane wcześniej komplety.
Jeden z nich to jadeit w pięknym , delikatnym łososiowym kolorze. Idealny na letnie, gorące dni :D
Jadeitowi towarzyszy, marmurek, jadeit mglisty, hematyt i obecne we wszystkich moich bransoletkach srebro :D










I jeszcze jeden komplet, ten w całkiem innym stylu, znacznie ciemniejszy, bardziej elegancki, stonowany :D Jaspis cesarski w przepięknej purpurowej barwie <3 Towarzystwa dotrzymuje mu jaspis krajobrazowy, howlit, jadeit, hematyt i oczywiście srebro :D













Bransoletki noszę przez okrągły rok, nie ma dnia, żebym ich nie założyła :D
To mój ukochany element z biżuterii. Bardzo się cieszę, że zbliża się wiosna i wszystkie grube płaszcze i kurtki schowają się w głębokich czeluściach szaf i bransoletki wyjrzą na światło dzienne :)))


Życzę pięknego, słonecznego tygodnia .
Do napisania <3



piątek, 8 lutego 2019

Rozgrzewająca, odżywcza grochówka



Zima i wczesna wiosna ze względu na niskie temperatury to okres idealny na rozgrzewające, odżywcze i kaloryczne posiłki.
Wymogi te idealnie spełnia grochówka - gęsta, sycąca, z mnóstwem składników odżywczych i dobrze przyswajalnego białka. Już za chwilę wiosna, lato i koniec ochoty na tego typu potrawy. Więc wykorzystujmy czas i raczmy się do woli tego typu pysznościami. Z dużym pożytkiem dla naszego zdrowia i urody :D





Gotuję wywar na żeberku, z liściem laurowym i zielem angielskim. Gdy już mięso będzie podgotowane, dodaję wypłukany groch - około 1,5 szkl na niepełny 5 litrowy garnek zupy, pokrojoną w zapałki marchew, pietruszkę, kawałek selera , wrzucam spory suszony grzybek. Dużą cebulę kroję w kostkę ( czasami dodaję również pokrojony por ) , podsmażam z pokrojonym w paseczki wędzonym boczkiem i pokrojoną w plastry dobrą kiełbasą, gdy się zrumieni, dodaję do zupy. Gdy warzywa zaczynają mięknąć dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki ( 5-6 szt w zależności od wielkości ) czubatą łyżkę domowej jarzynki, płaską łyżeczkę kurkumy, kilka wysuszonych gałązek z liśćmi  selera i lubczyku. Pod koniec dodaję kilka ząbków zmiażdżonego czosnku, sporo majeranku i pieprz.







Rośliny strączkowe dostarczają dużo białka, które świetnie zastępuje białko zwierzęce. Zawierają dużo błonnika, składników mineralnych - żelazo, wapń, magnez, fosfor, potas, jod, a także witaminy z grupy B, które świetnie wpływają na nasz układ nerwowy. Fitoestrogeny i  przeciwutleniacze, które wykazują właściwości przeciwnowotworowe. Świetnie wpływają na serce i układ nerwowy.
Ważne są również ich właściwości zasadotwórcze, które pomagają uporać się z zakwaszeniem organizmu. 







A jak u Was jest z roślinami strączkowymi ? Lubicie, wprowadzacie do swojego domowego menu? 
Które z nich lubicie najbardziej ?






wtorek, 5 lutego 2019

Manicure i moja opinia na jego temat :))



Zadbane dłonie i paznokcie są naszą wizytówką, temu chyba nikt nie zaprzeczy.
Piękny manicure, kolorowy lub naturalny, czy tylko estetycznie opiłowane i wypolerowane paznokcie, lub pociągnięte odżywką, wyglądają zawsze pięknie i schludnie.
 



 
Chyba nie ma nic gorszego, niż połamane, brudne paznokcie, czy takie z poodpryskiwanym lakierem.
Moje paznokcie niestety nie są w stanie utrzymać długo zwykłego lakieru,  dużo moczę ręce, robię sporo dekoracji z użyciem gorącego kleju, czy w sezonie intensywnie grzebię w ogrodzie. To wszystko bardzo skraca żywot zwykłych lakierów, a i nieco dłuższych paznokci również. 
Dla mnie idealnym rozwiązaniem jest hybryda. Moje pazurki są delikatne i cienkie, manicure hybrydowy bardzo je wzmacnia i utwardza, pozwala urosnąć do pożądanej przeze mnie długości. No i to, że wyglądają pięknie, bez dotykania przez 2 tygodnie, a nawet i dłużej, też ma dla mnie ogromne znaczenie. Rycie w ogrodzie niestraszne i  nie ma wstydu z pokazywaniem rąk ;))










Wiadomo, że żadne sztuczne substancje nie są dla naszego organizmu obojętne, tu jeszcze dochodzi działanie lampy, które też do najzdrowszych nie należy. Jednak robiąc manicure zawsze staram się zniwelować negatywne działanie do minimum.  Ręce kremuję kremem z wysokim filtrem. Zawsze nakładam proteinową bazę, która odżywia paznokcie i tworzy barierę przed kontaktem z samym lakierem, a dodatkowo świetnie utwardza paznokcie. Bardzo ważne jest zdejmowanie lakieru. Absolutnie, pod żadnym pozorem nie wolno mechanicznie zrywać warstw, ponieważ takie działanie strasznie niszczy i osłabia płytkę. Po prostu razem z lakierem zrywa się cieniutkie warstwy paznokcia. Najlepszym sposobem jest zdejmowanie lakieru frezarką. 










Po okresie malowania paznokci przez jakiś czas, robię sobie około miesiąc przerwy, żeby paznokcie odpoczęły i wtedy intensywnie pielęgnuję je olejkami. Olejki warto też wcierać w nasadę paznokci przez cały czas, świetnie wzmacnia to i odżywia paznokcie.







Wszystkie prace które pokazałam, są autorstwa mojej bratanicy, która jest prawdziwą mistrzynią w manicure :D  Każda praca jest idealnie dopracowana, z dbałością o najmniejszy szczegół  i zawsze mnie zachwyca :)
Dziękuję Ci Daria za udostępnienie zdjęć  <3 <3 <3 


Kochani, bardzo ciekawa jestem Waszego zdania na temat  paznokci, czy lubicie kolorowe manicure, jeśli tak, to jaka metoda odpowiada Wam najbardziej. A może preferujecie zadbane i opiłowane paznokcie bez żadnych lakierów. A może jest to dla Was całkowicie obojętne ?


Pozdrawiam serdecznie i do napisania <3 <3 <3 





niedziela, 27 stycznia 2019

Zimowy spacer nad brzegiem Bugu



Grudzień i styczeń były trudnymi miesiącami dla mojej rodziny. 
Choroba goniła chorobę, praktycznie nikogo nie ominęła infekcja. Pełen przekrój... co kto chce ;) Było i zapalenie płuc i oskrzeli i gardła i przeziębienie, które również zwalało z nóg. 
Dobrze, że już styczeń się kończy, mam nadzieję, że wszystkie choróbska już za nami.
Jeszcze się nie zdarzyło, żeby pojawił się tylko jeden post w miesiącu, ale byłam tak wymęczona tym wszystkim, że po prostu nie miałam ani siły, ani weny :D

Dziś pierwszy spacer po chorobach, w jakże cudnej scenerii. 
Świat wygląda jak z baśni, jest biało, sterylnie i tak niesamowicie pięknie.
 Powietrze mroźne i czyste.
Zapraszam na wędrówkę po ośnieżonych brzegach Bugu <3



















Każdego dnia doceniam, jaką jestem szczęściarą, że przyszło mi żyć w takim pięknym miejscu <3

Kochani, mam nadzieję, że i Wam spacer moimi ścieżkami sprawił przyjemność :D


Życzę pięknych dni i do napisania <3 <3 <3 



środa, 2 stycznia 2019

Ciasto z wiśniami i bezą



Kochani, witam po raz pierwszy w Nowym Roku
Niech będzie szczęśliwy, kolorowy i pyszny <3 


I aby życzeniom stało się zadość, pierwszy post właśnie taki będzie... kolorowy i pyszny ;)
 Chrupiąca beza, w środku mięciutka jak puszek, cudne bordowe, kwaskowate  wiśnie, zatopione w słodkiej galaretce, aksamitny, rozpływający się w ustach krem budyniowy...czegóż chcieć więcej ;))





Ciasto pyszne, niestety niesamowicie trudne do sfotografowania. Beza kruszy się przy krojeniu, wiśnie brudzą krem... no nie wygląda, ale zdecydowanie nadrabia smakiem :)))






Od góry - beza, wiśnie w galaretce, krem budyniowy i nasączany cytryną biszkopt .

1)   Biszkopt
* 4 duże jaja
* 3/4 szklanki drobnego cukru
* 1 szklanka mąki ( 3/4 pszennej, 1/4 ziemniaczanej )
Ubić białka ze szczyptą soli, gdy piana zacznie już być puszysta, dawać partiami cukier i miksować, aż piana będzie sztywna. Dodać żółtka, jeszcze chwilę miksować. Wsypać mąkę, delikatnie wymieszać łyżką ( nie ubijać) i do piekarnika na jakieś 45 min w 170-180 * Po wyjęciu z piekarnika gorące ciasto rzucić w blasze na podłogę, tak mniej więcej z wysokości kolan.
Blacha około 28/38 cm.

2)   Dowolne owoce zalać galaretką i pozostawić do schłodzenia i lekkiego stężenia. Ja dałam około 2 kg wiśni i sok z wiśni połączony z pół litra wody i żelatyną. Ale można użyć gotowych galaretek, tylko użyć mniej wody niż jest napisane na opakowaniu.

3)   Krem budyniowy - ugotować 2 budynie w 1 l mleka - do proszku budyniowego dodajemy czubatą łyżkę mąki pszennej, szklankę mleka, cukier i żółtka jaj, które pozostaną nam z bezy. Dokładnie mieszamy i wylewamy na gotujące się pozostałe mleko, chwilę gotujemy i studzimy pod przykryciem ( wtedy nie powstanie kożuch ) Budyń musi być całkowicie zimny, najlepiej ugotować na noc, a rano połączyć z masłem - Kostkę masła ucieramy mikserem i dodajemy po łyżce zimnego budyniu.

4)   Beza -
* 6 białek z dużych jaj
* 1 łyżeczka soku z cytryny
* 2 szkl drobnego cukru
* 1 łyżka cukru waniliowego
* 1 łyżeczka ( z małą górką) mąki ziemniaczanej
Ubić białka ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodać sok z cytryny i po trochę cukier + cukier wanil.- ubijać długo aż piana będzie sztywna i taka ,,ciągnąca,, ( około 15 min) Pod koniec dodać mąkę ziemniaczaną.
Pianę wyłożyć na blachę - wyłożoną nasmarowanym masłem papierem - Włożyć do nagrzanego piekarnika do 130*C( z termoobiegiem, beza ma być jaśniuteńka, jeśli zaczyna ciemnieć, to zmniejszyć temperaturę, ona ma się suszyć, a nie piec ) na 60-80 min, ( ja często piękne dłużej, ponieważ lubię, gdy skorupka jest grubsza i chrupiąca ) beza popęka, tak ma być ... Po wyłączeniu piekarnika uchylić lekko drzwiczki i w ten sposób beza ma całkowicie ostygnąć....
Biszkopt nasączam ponczem - sok z cytryny, woda i cukier do smaku, nie może być zbyt słodkie. Na biszkopt wykładam krem budyniowy, na to tężejące wiśnie i na wierzch bezę. Ciasto do lodówki, najlepsze jest na 2 dzień


uffffff...... Pisania dużo, ale tak naprawdę wszystkie elementy ciasta robi się niesamowicie łatwo :D









Kochani, dziękuję Wam bardzo, że byliście cały rok razem ze mną <3